SPRING IN LA

by

Wowza, spring in the full bloom! Days are getting longer, weather’s getting warmer. And God knows why I started to feel really sick a couple of days ago – it’s like my body went in a completely different direction than the whole world right now and instead of being full of energy for spring, I’m taking Emergency C and fighting headaches. A year ago, I fell sick for three weeks (!) around this time, so I’m praying this is not becoming an annual event in my life. I even learnt how to cook rosól (Polish chicken broth with noodles – best thing ever) which should also help with fighting the sickness. So yes, I’m not giving up.

Wowow, wiosna w pełnej okazałości! Dni są dłuższe, pogoda coraz piękniejsza. I nie wie nikt dlaczego kilka dni temu zaczęłam czuć się chora – wygląda na to, że mój organizm postanowił zmierzać w kompletnie odwrotnym kierunku niż cały świat i zamiast być pełna energii na wiosnę –  siedzę i zażywam witaminę C i walczę z bólem głowy. Rok temu, właśnie chyba w kwietniu bardzo się rozchorowałam i przez trzy tygodnie nie byłam w stanie funkcjonować. I tak się trochę martwię, żeby to nie stało się moją coroczną tradycją. Nauczyłam się nawet w końcu gotować rosół i jem jak szalona, więc nie, nie poddaję się bez walki.

By the way, is this hat too big? I sill can’t decide. I’m gonna get a nice fedora soon too, cause wearing a hat means I don’t have to do anything with my hair and I’m very much into that. Ok…any more updates? I’m sitting by my desk right now, it’s 8 AM and I’m drinking my morning coffee and my mind is a very chaotic place at the moment, so I’m sorry this post has no structure nor logic. It feels like I completely lost my ability to focus on one thing – I still get things done, it’s just while I’m doing them, I think about 1000 things completely unrelated to what I should be focusing on. Yep, it’s a little frustraining. Anyways, back to blogging. I think I’m gonna step out of my comfort zone and write more life-style blog posts here – I used to write a lot of travel posts and I loved it, so maybe I’ll come back to that…what else…beauty? My health journey? I guess anything that’s happening in my life right now, I’ll try to be more open about it and not limit myself to outfit posts only. What do you think? Let me know! 🙂

Czy ten kapelusz jest za duży? Zastanawiam się od dwóch dni i raz popatrzę – wygląda na giganta, a raz – całkiem normalnie. W planach mam jeszcze kupno fedory, bo kapelusz równa się kompletne lenistwo co do włosów, co równa się wielkiemu zadowoleniu. Co jeszcze…Siedzę sobie właśnie przy biurku, jest ósma rano, piję poranną kawę i myślami jestem w stu miejscach równocześnie – chaos, chaos, chaos, więc z góry przepraszam, że ten post, że tak powiem, kupy się nie trzyma. Wydaje mi się, że ostatnio straciłam kompletnie umiejętność skupienia się tylko i wyłącznie na jednej rzeczy – robię jedną rzecz, ale myślę o dziesięciu innych. Ale wracając do blogowania…Chyba wrócę do trochę lifestylowej tematyki bloga – pisałam kiedyś dużo o podróżach, więc czemu by tego nie kontynuować? Jest dużo rzecy, które chcę tutaj wrzucić, więc postaram się nie ogarniczać tylko do outfitowych postów. A co Wy byście chcieli tutaj zobaczyć? Dajcie znać 🙂

 

wearing

Privacy Pls dress via Revolve

Minc necklace

ASOS hat

No tags

A DRESS FULL OF STARS

by

DSC00733-2

Currently in California the weather just can’t make up its mind. One day it’s sunny, the next one the whole city is flooded and the power is being shut down in your whole neighborhood for hours. Say whatever you got to say, but California people just can’t handle the rain. And there’s no surprise about it at all since the whole region was suffering from a drought. It seems like because of the crazy weather, this year the drought is gone! But that also means it’s totally normal to be wearing two layers of coats one night (yep, that temperature reminded me a little bit of my home), and the next morning be completely  fine in your cut-off denim shorts.

Pogoda w Kalifornii nie może się zdecydować. Jednego dnia jest ciepło i słonecznie, a następnego lokalne wiadomości ogłaszają katastrofę z powodu deszczu i burzy, całe miasto jest sparaliżowane, samochody pływają na ulicach, a prąd znika z tysięcy domów. Co jak co, ale z deszczem tu sobie nie potrafią poradzić – trudno też się dziwić, bo przez lata kropelki deszczu pojawiały się tutaj raz albo dwa razy na rok. A teraz, podobno nawet ta susza, która niszczyła Kalifornię od tak długiego czasu jest już zażegnana. W każdym razie, coś za coś. Suszy nie ma, ale zwariowana pogoda jest na pewno i to już normalne, że w jednego dnia opatulam się w dwie wartwy okryć wierzchnych (czuję się prawie jak w domu ^^), a następnego zakładam jeansowe szorty.

stardress1

Yesterday was warm enough for a dress so I finally got this one out of my closet.  I love the fabric it’s made of even though it gets creased like crazy, which you probably can see on the photos but don’t worry – recently I was introduced to a wonderful and magical world of steamers and got myself one so wrinkle-free clothes – here I come! The dress is from ASOS and I got it when it was 70% off – unfortunately they don’t have this promotion anymore, but it’s still on sale so I suggest getting your hands on it quickly. See you next week!

Wczoraj było ciepło na tyle, żebym wyciągnęła z szafy tę sukienkę. Uwielbiam materiał, z którego jest zrobiona, chociaż gniecie się jak szalona. Prawdopodobnie widzicie to aż za dobrze na zdjęciach, ale proszę się nie martwić – ostatnio zostałam zaznajomiona z tajemniczym i magicznym światem steamerów, ba! nawet sobie jeden steamer sprawiłam, także na tym blogu nadchodzą właśnie czasy niepogniecionych ubrań! Sukienka, którą mam na sobie jest z ASOSa i upolowałam ją, kiedy była przeceniona o 70% – niestety nie ma już tej konkretnej akcji, ale jest dalej w promocji, więc polecam szybko się do niej dorwać! Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!

stars2DSC00772star3

wearing

Chandelier Star Print dress

Esprit bag (similar here)

No tags

SALSA DRESS

by

DSC09760-4

Aloha! What a crazy week! Together with my boyfriend we’re moving to a new place in two days and right now we’re between packing boxes, cleaning the fridge, doing last minute loundry and making sure all plates are protected.

Aloha! Co za szalony tydzień – za kilka dni razem z moim chłopakiem przeprowadzamy się do nowego mieszkania i w tym momencie możecie nas znaleźć gdzieś pomiędzy pakowaniem pudeł, czyszczeniem lodówki, robieniem prania na ostatnią chwilę i upewnianiem się, że wszystkie talerze są zabezpieczone.

DSC09903-3

If you moved at least once, you know that the entire process is probably the most stressful / exciting / draining experience you can think of – I remember moving to a new apartment in London with my flatmate, we carried everything we had in trash bags and by the time we dragged them to the fourth floor of the building (which had the steepest stairs, how convenient), we were pretty much half dead.  So yeah, even though moving’s not always so much fun, I’m really looking forward to our new place – for the first time in my life I’m gonna have my own “office”, which basically means means my own desk with a chair but still, it’s super exciting!

Jeśli przeprowadzliście się chociaż raz w swoim życiu, to wiecie, że cały ten proces to chyba jedno z najbardziej stresujących / eskcytujących / wysysających duszę z człowieka doświadczeń – pamiętam, kiedy przenosiłam się do nowego miejsca w Londynie i razem z moją współlokatorką spakowałyśmy cały nasz dobytek życiowy w kilka toreb na śmieci. Kiedy już przydźwigałyśmy wszystko na czwarte piętro naszego budynku (który, tak dla ułatwienia życia, miał jedne z najbardziej stromych schodów, po których wchodziłam), nie wiedziałyśmy, czy dalej żyjemy, czy już umarłyśmy. W każdym razie, chociaż przeprowadzki nie należą do super rozrywkowych zajęć, to tym razem nie mogę się już doczekać nowego mieszkania – pierwszy raz będę mieć swoje małe “biuro” (czyli po prostu biurko i krzesło haha). Łuhuhuuh!

revolvemajorelle-3

Since this week I’m going to be wearing sweats and have my hair in a bun 99% of the time, I thought I’m gonna show you today more presentable version of myself. My favorite dress + my favorite shoes. The dress I’m wearing is from MAJORELLE via Revolve (the heels are as well – click here) and I just noticed I’m wearing it the wrong way on the photos (I looked at the model on the website). Oopsies. Oh and by the way, after I move, I’m going to (finally!) do a huge thrift-shopping trip – it’s something I’ve been looking forward to for ages! Hopefully I’ll get some really nice clothes I can show you! Have a great week guys!

Z racji tego, że w tym tygodniu przez 99% czasu będę chodzić w dresach i z koczkiem na głowie, pomyślałam, że dzisiaj pokażę Wam bardziej reprezentacyjną wersję siebie. Sukienka, którą mam na sobie jest z MAJORELLE  (dostępna na Revolve) i właśnie zauważyłam, że ubrałam ją w zły sposób (zobaczyłam zdjęcie modelki). Ups. A, właśnie! Po przeprowadzce, mam zamiar W KOŃCU udać się na jakieś łowy ciucholandowe – strasznie mi brakuje mojej krakowskiej Bigi (second-handu, w którym się zaopatrywałam przez lata – tak dla niewtajemniczonych), ale myślę, że tutaj też coś znajdę – i może nagram coś na Youtuba 🙂 Miłego tygodnia!

     DSC09927DSC09880DSC09918

wearing

MAJORELLE Salsa dress via Revolve

RAYE Beanie Heel with Pearl via Revolve

 

No tags

HELLO 2017

by

DSC09386e

As you can probably see I’m back in California! I came here a day before New Year’s Eve and it was my first time celebrating the beginning of the year…on the beach and without wearing five layers and two scarves. This year, I also decided to skip writing resolutions and focus on writing down my goals instead. I have a whole page filled with things I want to accomplish in 2017 and I can’t wait to bring you along the way! So far things are looking real good. 2017 is going to be a year full of changes and this is the first time in a long time (I have to be honest, 2016 was a tough year for me), I feel so motivated to push myself and do things.

I jestem z powrotem w Californii! Przyleciałam tuż przed Sylwestrem i pierwszy raz w życiu świętowałam początek nowego roku na plaży i dodatkowo, bez pięciu swetrów na sobie. W tym roku zamiast skupiać się na postanowieniach, postawiłam sobie cele. Na ostatnich dwóch stronach mojego notesu zapisałam wszystko, co chciałabym zrobić i osiągnąć w 2017 – od drobiazgów po rzeczy bardzo ważne i ogromne, ale nie przytłaczające. Jak na razie wszystko wygląda i ma się dobrze. Rok 2017 będzie na pewno rokiem wielu zmian i pierwszy raz od dłuższego czasu (cóż tu ukrywać, 2016sty nie należał do lat najłatwiejszych) czuję się tak zmotywowana do działania ;D 

topshopdress3

I really missed LA. But just imagine my face when, on December 30th, I arrived at LAX excited for the sun and beautiful weather and was greeted with heavy rain instead. Don’t be fooled by these pictures (it was one of the very rare days in weeks, when the weather was perfect) – this year it rains here five days out of seven and silly me, didn’t even bother to bring a warmer jacket. But, on a very occasional day like that one, I bring out my dresses and all the things I couldn’t wear in cold Kraków. Here, I’m wearing my shirt dress from Topshop (it’s not available anymore but check links at the end of the blog post for some alternatives!) and boots, also from Topshop.

Tęskniłam za Los Angeles. Ale wyobraźcie sobie moją minę, kiedy dzień przed Sylwestrem wylądowałam na lotnisku LAX, cała spragniona ciepła i kalifornijskiego słońca, a powitała mnie…ulewa. Nie dajcie się zmylić dzisiejszym zdjęciom (zrobiliśmy je podczas jednego z ostatnio rzadkich dni, kiedy pogoda ) – tego roku pada tu pięć dni w tygodniu (pamiętam, że rok temu umierałam tu z gorąca), a mądra ja oczywiście nie pokusiłam o spakowanie czegoś cieplszego niż jeden sweter. Kiedy jednak wyjdzie trochę słońca, korzystam z okazji i wyciągam z szafy wszystkie rzeczy, których chciałam, a nie mogłam ubrać w zimowym Krakowie. Tutaj mam na sobie sukienkę z Topshopu (niestety jest już wyprzedana, ale pod koniec wpisu podałam linki do kilku podobnych rzeczy) i buty, też z Topshopu

DSC09277e

Have a great weak everyone and let me know what are your goals/resolutions for 2o17!

Miłego tygodnia i dajcie znać, jakie są Wasze cele/postanowienia w nowym roku!

topshopdress4DSC09393c DSC09274b

wearing

Topshop dress (similar here,  here and here)

Topshop Anabel boots

Follow my blog with Bloglovin

Outside the Louvre

by

snapseed-29a2

Of course, I had to squeeze in the Louvre during my trip to Paris. I really wish I could have a few days just dedicated to seeing and focusing on each exhibit Louvre has to offer…Whenever I go to a huge museum like this one, I get so stressed out haha cause there’s so much to see and so little time to do it, damn it! And then I get stressed out even more – when I have to choose what to see and what to let go…I swear, going to a museum can give you a freaking anxiety.

Musiałam oczywiście odwiedzić Louvr podczas pobytu w Paryżu! Zawsze mi się marzyło, żeby mieć tak z kilka wolnych dni, zobaczyć i skupić się na każdym jednym eksponacie, który mają w Louvrze…Odwiedziny takich ogromnych muzeów wierzą się u mnie zawsze z wielkim stresem haha, bo wydaje mi się, że “ucieka” mi tyle ciekawych rzeczy, przy których po prostu nie da się zatrzymać, bo czasu mało. No i jeszcze dodatkowy stres, bo trzeba zdecydować, co opuścić, a co zobaczyć. Naprawdę, ktoś przy słabych nerwach może się tak wykończyć. 

snapseed-a

It was a freezing day in Paris when I decided to visit Louvre and bravo, I didn’t wear a scarf. Or gloves. But I wore a faux fur. And sunglasses haha.

Tego dnia było straszliwie zimno i oczywiście, zapomniałam szalika. I rękawiczek. Ale za to futro było. No i okulary przeciwsłoneczne…

088f8e73-d022-4d82-ab4c-0f639651b265a2

In one of the next posts, I’ll try to put together all the places I went to while in Paris – food places, stores and maybe neighbourhoods I liked the most? I really feel like with each visit I fell in love with Paris more and more…I already can’t wait to be back!

W jednym z kolejnych postów postaram się zebrać “do kupy” wszystkie miejsca, które odwiedziłam w Paryżu – fajne knajpki, sklepy, ciekawe dzielnice? Mam wrażenie, z każdą wizytą w Paryżu zakochuję się w tym mieściu coraz bardziej…I już nie mogę się doczekać, kiedy tam wrócę!

87de7f03-d4e7-412c-a07c-661f2a6ab657ab4ea9a9c-70a7-43a2-a9e3-c3b039ca8a41a snapseed-27a7251768a-8656-409f-9e70-06d30c3a9dc1a

wearing

Rayban Clubmaster sunnies

NA-KD faux fur

NA-KD white shirt (similar here and here)

Zara trousers (similar here)

Zara bag

Stradivarius boots (similar here and here)

 

Top 6 picks from LPA

by

lpa

1. Sweater 217 (here) / 2. Top 109 (here) / 3. Jacket 83 (here) / 4. Sweater 33 (here) / 5. Hoodie 210 (here) / 6. Bodysuit 23 (here) /

LPA has been one of my favorite for a while (the main designer Pia used to work for Reformation in the past <3) so if you’re feeling like shopping for yourself (hey, Christmas is coming), I got you my top 6 pieces from this brand. Revolve together with FWRD are doing a tiered code promotion till this Sunday so you can get LPA on FRWD with a nice discount using the code GIFTFWRD!

LPA od jakiegoś czasu jest jedną z moich ulubionych marek (zobaczcie sobie ich sesje zdjęciowe na stronie www. Główna projektantka Pia pracowała w przeszłości dla Reformation, którego estetyka też jest mi bardzo bliska <3), więc jeśli macie ochotę na sprawienie sobie czegoś przepięknego (Święta się zbliżają ;p), przygotowałam dla was wish-listę tej marki. Revolve razem z FRWD robią promocję, gdzie używając kodu GIFTFWRD na frwd.co możecie zamówić sobie ubrania z ładną zniżką (i darmową dostawą do Polski). Promocja trwa do tego niedzieli 🙂

1200

  • – in collaboration with revolve <3 –

Dubai memories

by

Ah, Dubai! If you follow me on instagram or youtube channel, you know that at the end of November I had a pleasure to work with Emirates Airline (whaaaat) and I went on a trip to Dubai to discover this city. Today I wanted to share with you my photodiary from those 2 days I got to spend in UAE!

Jeśli śledzicie mnie na instagramie lub youtubie, może widzieliście, że pod koniec listopada miałam ogromną przyjemność pracować z Emirates Airline (whaaat) i właśnie razem z nimi poleciałam do UAE, poznać Dubaj. Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami krótkim “photodiary” z tych dwóch dni, które spędziłam w Emiratach.

dubaj4

Kite Beach was so much fun (even though I didn’t swim, I was just chilling in the sea haha). I’m wearing a swimsuit from ASOS that I absolutely love! For the longest time I prefered black bikins but recently I’ve been really liking all these colorful and floral swimsuits. (And if you are considering buying the one I have on, keep in mind they run a little bit small, so choose 1-2 sizes bigger 🙂 )

Kite Beach było cudowne – te kolory wody i tyle słońca! I chociaż nie pływałam, tylko sobie w wodzie stałam, to i tak świetnie się bawiłam. Jeśli chodzi o kostium, to ostatnio ciągnie mnie do motywów kwiatowych i, mój Boże, kolorów. Ten kostium kupiłam na ASOSie. Jeśli będziecie się zastanawiać nad kupnem, to bierzcie pod uwagę trochę dziwną rozmiarówkę – polecam wziąć sobie strój o rozmiar albo dwa większy. 

15034875_527987750705221_6776918537173729280_n

You really can’t not be looking up

Ciężko jest nie spoglądać w górę

15034958_1147452772006902_4227476540687908864_n

We stayed in a beautiful JW Marquis Marriot hotel that used to be the highest building in Dubai for years (right now it’s the famous Burj Kalifa). Our swimming pool as you can see was surrounded by other skyscrapers and it looked unreal haha! Here, I’m wearing my kimono dress from Missguided.

Zatrzymałam się w pięknym hotelu JW Marquis Marriot, który przez długi czas był najwyższym budynkiem w Dubaju (teraz to oczywiście słynny Burj Kalifa). Nasz basen, tak jak widzice, był otoczony wieżowcami – wyglądało to dosyć nierealnie haha. Tutaj mam na sobie sukienkę/kimono z Missguided.

 

dubaj2

Here, at a chocolate factory – and no, the liquid in my cup is not a coffee! It was actually some kind of water that is a leftover after the “chocolate making” process. It’s calorie-free but tastes exactly like chocolate.

Zdjęcie po prawej jest z fabryki czekolady i nie – w kubeczku nie jest kawa! W środku znajdował się płyn, który powstawał przy procesie produkcji czekolady.  Nie miał kalorii i smakował przesłodko!

3523c0ff-0c22-4c73-b548-3e1c32de528b

Although we spent a decent amount of time discovering the “new” Dubai, we also went to the Old Dubai.

Chociaż dużo czasu spędziliśmy na poznawaniu “nowego” Dubaju, to odwiedziliśmy też starszą część.

671f1cbf-75e8-427e-a22c-4396627389f5

On the way to the market! We took a boat 🙂

W drodze na targ! Popłynęliśmy łodzią 🙂

dubaj3

Inside one of the art galleries located in Arserkal Avenue

W środku jednej z galerii sztuki znajdujących się w Arserkal Avenue

 

5a4cd9d1-7311-4a19-899e-50c3a682d1e9

Having lunch at Comptoir 102. There’s actually a lot of healthy/vegan food spots in Dubai and some of them even make their way to Europe (like one spot that after opening in Dubai, opened its second location in Paris).

Lunch w Comptoir 102. Okazało się, że w Dubaju jest bardzo dużo knajpek ze zdrowym/wegańskim jedzeniem, a niektóre z nich z UAE powędrowały nawet do Europy (tak jak jedna z miejscówek,  która po Dubaju otworzyła się w Paryżu).

3b4e8712-93e4-45ea-a6f5-e6a4dda8b174

The view during Sole DXB festival. Thank you Emirates Airline for this wonderful trip! Until next time, Dubai!

Widok podczas festiwalu Sole DXB. I tak pożegnałam Dubaj. Do zobaczenia następnym razem! I dziękuję Emirates Airline za wspaniałą przygodę! 🙂

Cosying up

by

snapseed-20

I just got back from Paris and I have so many photos to show you! I was there with my boyfriend to celebrate our anniversary (hehe <3) and let me just tell you – Paris during Christmas time is a totally different experience to Paris, I guess any other time of the year. Everything was so festive and even though my hands would get numb from the cold, I made sure I visited all the spots in the city I had on my list.

Właśnie wróciłam z Paryża. Z toną zdjęć i wspaniałymi wspomnieniami. Razem z moim chłopakiem świętowaliśmy naszą rocznicę (hehe) i szczerze Wam powiem, że Paryż grudniowy (=Paryż świąteczny) to zupełnie inne przeżycie niż Paryż – jakiegokolwiek innego miesiąca. I chociaż palce mi z zimna drętwiały, przynajmniej tak z 3 razy dziennie, to i tak upewniałam się, żeby odwiedzić wszystkie miejsca na mojej liście i nacieszyć się tym miastem, jak bardzo tylko mogę. 

img_2813

 During my Parisian Christmas trip, my go-to outfit was (of course) – a faux fur and a leather jacket underneath, just so it keeps me extra warm. Oh, and a beanie! I honestly can’t remember the last time I had a winter hat on. I used to hate them for such a long time, which was not very smart and definitely not a healthy choice. But this year, I decided to give them a try and I’ll show you my favorite hat in the next post from Le Marais!

Podczas mojej wizyty w Parieee powtarzającym się codziennie strojem było (oczywiście) sztuczne futro i skórzana kurtka wsadzona pod spód tak, żeby mnie jeszcze dodatkowo grzała. A, no i czapka! Naprawdę nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miałam na sobie zimową czapkę. Nie było to zbyt mądre z mojej strony, żeby czapek zimową porą unikać, ale w tym roku postanowiłam się przemóc i nawet, nawet je polubiłam. Jedną z nich pokażę Wam w poście z dnia, w którym chodziliśmy po Le Marais! 

snapseed-24a

wearing Pandora earings

 To get myself fully into the Christmas spirit, I would also wear a lot jewellery. And because I had a huge scarf on pretty much every single time I went out, earings and rings made most sense to me. In today’s post I’m wearing these beautiful pieces from Pandora. They’re super subtle (just the way I like my jewellery to be) and I think they make a perfect Christmas gift too <3 We shot these photos in a beautiful interior of our…hotel room that was overlooking the Eiffel Tower. What a dream, right? I obviously have more to show you, but today – let’s enjoy this Parisian morning.

Żeby już całkowicie wprawić się w świąteczny nastrój, nosiłam też dużo biżuterii. A ponieważ moją szyję praktycznie cały czas osłaniał ogromny szalik (a raczej szalor), który momentami uniemożliwiał mi widzenie, to najsensowniejszym rozwiązaniem były pierścionki i kolczyki – bo po prostu było je widać. W dzisiejszym poście mam na sobie prześliczną biżuterię Pandory – bardzo subtelną i, tak mi się wydaje, idealną też właśnie na świąteczny prezent <3 A zdjęcia? Robiliśmy je we wnętrzach naszego pięknego…pokoju hotelowego, z którego można było sobie obserwować Wieżę Eiflla. Sen na jawie…Oczywiście pokażę Wam więcej, ale dzisiaj – paryski poranek, biała koszula i biżuteria w rolach głównych.

 snapseed-22asnapseed-19asnapseed-23a

wearing

Pandora jewellery (earings and ring)

NA-KD white shirt

Zara pants

shot in beautiful Shangri-La Paris by G. Gaskell

Faux fur season

by

img_1164

Faux fur season is the best season! Not only simply because I get to wear each of my four faux furs (in the past year my collection grew from zero to four real quick), but also becuase faux fur season means Christmas season, listening to spotify xmas playlists season, candle season, fairy lights season and basically ‘everything I love’ season. Except for the cold. I’m slowly coming to a conclusion that I should probably be carrying a huge hot water bottle around me or something. And speaking of ‘everything I love’! I’m so excited for my upcoming trip to Paris that’s coming next week cause it’s gonna be the first time I’ll see Paris so festive and decorated. I’ll bring only one fur though…Carry-on limits have no mercy.

Sezon na futra (te sztuczne oczywiście) to najlepszy czas w ciągu roku! I nie tylko po prostu dlatego, że mogę sobie dowoli nosić  futrzyska (w ciągu roku, moja kolekcja z zera poszybowała do czterech), ale też dlatego, że sezon na futra to sezon świąteczny, to sezon świątecznej playlisty na spotify, sezon świeczek, sezon światełek i sezon wszystkiego, co kocham. Oprócz mrozu, jego to nie kocham, a nawet powoli dochodzę do wniosku, że powinnam zaopatrzyć się w jakiś przenośny termofor. Za tydzień lecę odwiedzić Paryż na kilka dni i strasznie się cieszę, bo to będzie pierwszy raz, kiedy zobaczę to miasto całe przystrojone, w światęcznej odsłonie. A, i zabiorę tylko jedno futro…limity bagażu podręcznego nie znają litości. 

revolvefur6

Since in Poland we’ve been experiencing a pretty harsh weather, my favorite combination these days has been a faux fur (you already know that) paired with some black leather pants. Here, I’m wearing my Revolve fur and Zara pants. It’s cosy and warm and that’s pretty much all I care about when I’m forced to go outside (not gonna lie, I’m a fan of not leaving the house)

Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza (a ma być jeszcze gorzej, tak dodam dla pocieszenia), dlatego moim ‘mundurkiem’ stało się, uwaga niespodzianka – sztuczne futro połączone ze skórzanymi spodniami. Jest wygodnie, jest ciepło i w sumie to tylko dla mnie się liczy, jeśli już zmuszam się do wyjścia  z domu (a kłamać nie będę, jestem fanką zamykania się w czterech ścianach).

img_1166aimg_1175aimg_1163aimg_1170

ph. Paula Pietruszka / wearing:

Revolve fur

Zara pants (similar links below!)

5 x favorite in Berlin

by

 

14533771_1091312904316441_558723817271197696_n

As you know I visited Berlin at the beginning of September with Paula. We went for a few days, walked A LOT and ate bowls of delicious Korean food in Yam Yam located in Mitte (the center part of Berlin). I’m slowly learning how to not overeat all the time, cause if I can be sure of one thing, I know this – my tummy has no limit. It’s hard for me to tell at what point I’m full and should stop eating. If I like something, I’ll stuff my face with it till I’m not able to stand up. Which is not a healthy thing, I’m sure. Anyways, back to Berlin. I wanted to try a different format on my blog when it comes to documenting my travels, so here it is: 5 x favorite in Berlin.

Tak jak wiecie, we wrześniu spakowałam swoje manatki i na kilka dni, razem z Paulą przeniosłyśmy się do Berlina. Pochodziłyśmy, pozwiedzałyśmy, najadłyśmy się koreańskiego jedzenia w Yam Yam w Mitte. Powoli oduczam się całkowitego obżarstwa…Bo jeśli mogłabym być pewna tylko jednej rzeczy w życiu, to tego, że jeśli coś mi zasmakuje, to mój żołądek dna nie ma. Trudno mi ocenić, kiedy trzeba przestać jeść. Zamiast się zatrzymać, z reguły jem dopóki już podnieść się nie mogę. Co zdrowe pewne nie jest…No ale wracając do Berlina. Piękny jest. Dzisiaj w trochę nowym formacie na blogu, bo czemu by nie spróbować czegoś innego, jeśli chodzi o dokumentowanie podróży. 5 x ulubione w Berlinie.

 

FAVORITE PHOTO

img_2820

This is for sure my favorite photo from Berlin. That day when Paula took this photo, we both felt absolutely horrible and then… we found a wall made of colorful confetti (very random). I’m telling you, life itself can sometimes throw a decent amount of colorful confetti at you out of nowhere, so worry less, enjoy the moment more. I’m still working on it (lol), it can be taugh sometimes when you dig yourself too deep in your own thoughts, you can go crazy. The photo though is gonna have a nice spot on my wall – I’ll use it as a reminder.

To zdecydowanie moje ulubione zdjęcie z całej podróży. Paula zrobiła je w dniu, w którym obydwie czułyśmy się żałośnie źle i ni stąd ni zowąd natrafiłyśmy na ścianę z kolorowego confetti. I tak sobie myślę, życie naprawdę czasem rzuca pod nogi kolorowe confetti (i to dosłowne, i to metaforyczne ;p), więc może lepiej trochę mniej się martwić wszystkim, a więcej cieszyć – z czego tylko się da. Owszem, trzeba nad tym pracować i trudno tak czasami, jak się człowiek za bardzo zapląta we własnych myślach. Zdjęcie (w małym formacie) ląduje w każdym razie na mojej ścianie – dla codziennego przypomnienia.

 

FAVORITE OUTFIT

_dsc5685-123

I didn’t really think too much about dressing up while sightseeing Berlin, so nothing crazy from me in department here. Most of the time I was wearing my Topshop Mom jeans and one of the three colors of my favorite Zara tees. Oh and the sunglasses! Can you believe I didn’t use to wear sunglasses till this trip (I mean except for rare occassions)? Oh man, things have changed. I wear them all the time now. I even wear them when the sky’s full of clouds (best way to avoid any unnecessary eye contact <3) and end up looking like a complete idiot. I love them that much.

Nie za bardzo zastanawiałam się, co będę nosić w Berlinie, więc nic dzisiaj w tym temacie nadzwyczajnego ode mnie nie ma. Przez większość czasu miałam na sobie moje ulubione Mom jeans z Topshopu i tshirt w jednym z trzech kolorów z Zary. A, no i okulary! Słowo daję, że do czasu tego tripu nie nosiłam okularów przeciwsłonecznych (oprócz tam jakichś niezwykłych okazji). Czasy się jednak zmieniły i teraz mam je na sobie cały czas. Nawet jak chmury pokrywają całe niebo. Unikam w ten sposób niezręcznego kontaktu wzrokowego <3, ale wyglądam też jak kompletny idiota. Tak bardzo właśnie je kocham.

 

SHOP THE LOOK

 

FAVORITE BREAKFAST SPOT

img_2821 img_2822

Haha, I know there’s no food on these photo, but you gotta trust me – DALUMA is the best breakfast spot in town.  Their acai bowls and smoothies are to die for plus the interior’s so beautiful. Avoid coming around 11-12ish because the crowd can get cray cray!

No cóż, zdjęcia jedzenia tu nie ma haha, więc musicie uwierzyć mi na słowo – jak na śniadanie, to do DALUMY. Miseczki z acai i smoothies są przepyszne, a wystrój wnętrza przepiękny. Unikałabym natomiast wycieczek w tę stronę koło 11-12stej, bo tłum może być szaleńczy!

 

FAVORITE PLACE TO SHOP

kaufdichglucklich

Paula showed me Kauf Dich Glucklich one day and we got stucked for a good half an hour. Such a nice selection of clothing brands and beauty products! They even have kitchenware and cookbooks <3

Paula zaprowadziła mnie do Kauf Dich Glucklich i utknęłyśmy tam na dobre pół godziny. Najlepsza selekcja ubrań i kosmetyków! Mają też różne miseczki do kuchni, książki kucharskie i w sumie to wszystko, co tylko sobie dusza zapragnie <3

 

FAVORITE PLACE FOR INSPIRATION

14310617_1261258397238811_152222543_n

This place was a very unexpected find. So unexpected, I still don’t know what this place is called. Look for Weinbergsweg Street whenever you’re in Berlin (the same street where DALUMA is) and you’ll find a place from your tumblr feed. It was completely empty so I’m guessing not a lot of people know about it. What’s inside? A lot of maps, they also sell a bunch of graphics and drawings.

To było niespodziewane znalezisko. Tak niespodziewane, że nawet nie zerknęłam na nazwę. Jeśli będziecie w Berlinie, poszukajcie ulicy Weinbergsweg (na tej samej jest DALUMA) i tam znajdziecie miejsce, prosto z waszego tumblra. Nie było tam żywej duszy, więc pewnie za popularne to miejsce nie uchodzi. Co jest w środku? Dużo map, ale sprzedają też tam sporą ilość grafik i rysunków!

 

Most commented posts

Overalls

Friday, July 15, 2016

I think I gotta catch up with you guys a bit. What's new...I went Vegas! ...

SPRING IN LA

Tuesday, April 4, 2017

Wowza, spring in the full bloom! Days are getting longer, weather's getting warmer. And God knows ...

HELLO 2017

Monday, January 23, 2017

As you can probably see I'm back in California! I came here a day before New ...